Poznajmy się


Pani M. identycznie jak Jowita z jednej z historii, którą można przeczytać na stronie Kliniki Invicta... Pani M. (ja) niemal zawsze była singielką. Miała 34 lata i jeszcze nigdy nie udało jej się stworzyć udanego związku. A jeden z nich, siedmioletni spowodował, że w jednej sekundzie była bliska utraty czegoś cennego... życia. Więc jak miała zaufać kolejnemu mężczyźnie, było trudno, aż w końcu, po latach poznała jego...  Wcześniej jednak z żalem patrzyła, jak z roku na rok wszystkie jej koleżanki układały sobie życie, przede wszystkim rodziły dzieci. Po kolei wykruszało się grono starych znajomych. Dawne, szalone wypady w „babskim” gronie odeszły w niepamięć. Poza tym, wśród swoich szczęśliwych koleżanek Pani M. czuła się nieswojo. Nie mogła też już słuchać złośliwych uwag przyjaciół, znajomych, sąsiadów na temat jej braku upragnionego potomstwa. I te wścipskie, złośliwe docinki... Nie cieszyła jej dobra praca, radość przestały sprawiać nawet jej ukochane konie i jej inne pasje.Często w nocy budziła się z lękiem, że zostanie sama, a jej życie z roku na rok będzie coraz bardziej puste i pozbawione sensu. W tym wszystkim było jeszcze coś, co nie dawało jej spokoju. Wiedziała, że jest coraz starsza. Jej dawne marzenia o gromadce dzieci z dnia na dzień były więc coraz mniej prawdopodobne. Jako osoba samotna miała małe szanse na adopcję. Nie było dnia, żeby o tym nie myślała, aż w końcu usłyszała od wyjątkowego i dla niej wartościowego człowieka
te słowa:
"proszę daj mi syna"....

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Copyright © 2016 Misja Misia , Blogger